czwartek, 9 lutego 2017

Dlaczego chcę wrócić do Polski i co mnie w niej przeraża

Dzisiaj trochę fanzolenia o mnie samej.

O tym, że chcę wrócić do Polski wspominałam nie raz. Do dzisiaj jednak data powrotu nie jest ustalona. Co prawda chciałabym, aby to było już w tym roku, ale może się okazać, że to będzie dopiero 2018. Oczywiście najlepiej by było się spakować i po prostu pojechać... Tylko jak przekonać męża, który pod tym względem jest strasznym pesymistą...





 Trochę historii

Do Anglii po raz pierwszy przyjechaliśmy kiedy miałam 23 lata. Chcieliśmy przez rok czasu zaoszczędzić na nasze wesele, zostaliśmy na 16 miesięcy. Potem wróciliśmy do Polski, całkowicie nie przygotowani. Szukanie pracy w naszym kraju zajęło sporo czasu, a przygody jakie miałam przez ten czas nadają się na osobny post. Postanowiliśmy, że po weselu wyjedziemy ponownie do Wielkiej Brytanii. Dopiero później znalazłam fajną i ciekawą pracę, ale trzymając się planu zrezygnowałam z niej.
Pamiętam, że jak tylko dojechaliśmy na miejsce, rozpłakałam się i powiedziałam, że chcę wracać do domu.
Chyba do dzisiaj mi to zostało i non stop chcę wrócić.



Dlaczego?

Jestem ambitna

Mam 28 lat i ukończone w Polsce studia stopnia pierwszego na Politechnice. Pracowałam w swoim zawodzie przez rok czasu, a następnie przyjechaliśmy tutaj po raz pierwszy. Pracę jaką tutaj wykonuję nazywam potocznie "składaniem pudełek". W naszych okolicach są same magazyny i fabryki, więc o taka pracę najprościej. Ale planując swoją przyszłość za czasów gimnazjum i liceum nie tak ją sobie wyobrażałam, nie po to szłam na studia. Choć swoją robotę lubię, to NIE TAK CHCĘ PRACOWAĆ!
Dlaczego nie poszukam pracy w zawodzie?
Czuję barierę językową. Choć mój angielski notorycznie się poprawia i dogaduję się coraz lepiej, to jednak brak słownictwa technicznego i brak pewności siebie robi swoje. Z drugiej strony i tak pozostaną inne czynniki, które będą mnie ciągnęły do Polski.


Tęsknię

Pani A przyjechała do Anglii z rodziną, potem dojechał do niej jej brat B z rodziną, po czasie siostra C i koleżanki D i E, a nawet rodzice F. Do czego zmierzam? Wiele ludzi ma tutaj swoje całe rodziny, często do Polski nie mają już nawet po co jechać. Ja jestem tutaj sama (z mężem i córeczką). Dlaczego moja rodzina nie dojechała? Bo nie każdy chce wyjeżdżać z kraju, po drugie, ja nie uważam, że tutaj jest lepsze życie.
Kiedy byłam dzieckiem, byłam otoczona przez bliskich, dziadków, ciocie i wujków, na wakacje jeździłam do drugiej babci na wieś czy to do kuzynki. Miałam świetne dzieciństwo. Chciałabym, aby moje dzieci także znały dobrze naszą rodzinę, a nie tylko ze zdjęć. Wiem, że z rodziną to najlepiej na zdjęciu - i tak, mogę oprzyznać, że emocje między nami są różne, ale to właśnie lubię, te emocje, te uczucia, to, że coś się dzieje.


Dzieci

Często myślę o tym jak dorastałyby tutaj moje dzieci. Nie raz słyszałam o tym, że w Anglii dzieciaki szybko dorastają, co mnie lekko przeraża.  Nie znam tutejszych reali, są dla mnie obce. Znam je jedynie z opowieści i plotek. Dlatego ciężko się tu jakoś rozpisać, bo temat ten wynika z mojej niewiedzy. Najzwyczajniej jednak nie umiem sobie wyobrazić jak dorastają tutaj moje dzieci. Wiem, że w Polsce nie jest kolorowo, ale takie życie jest mi bardziej znane, a uważam, że w cale nie jest gorzej niż w świecie zachodnim. Nie mogę powiedzieć, że wiem jak sobie poradzę, ale myślę, że będzie mi prościej jako rodzic. 



To chyba trzy główne sprawy, które ciągną mnie do Polski. Jest tez kilka innych wątków, ale zostańmy przy tych trzech. Mimo wszytko im bardziej zagłębiam się w życie w Polsce, czuję obawy i strach. 


Katowice

Katowice


Co mnie przeraża w Polsce?

Dom

10 lat temu po raz pierwszy wyprowadziłam się z domu. Mieszkałam najpierw na akademiku z innymi dziewczynami, potem u chłopaka z innymi osobami, później w Anglii ze znajomymi, następnie wynajmowaliśmy pokój u niemal obcych ludzi, a od dwóch lat mieszkamy w końcu sami. Co prawda wynajmujemy, ale urządzony jest przez nas. W Polsce nie chcielibyśmy mieszkać ponownie u kogoś, i choć marzy mi się dom, to najpierw trzeba będzie coś wynająć.
I tutaj moje wyobrażenie o mieszkaniu do wynajęcia: stare, zasłony, gęste koronkowe firany, meblościanka, kamień na armaturze kuchennej i łazienka niczym z lat 50-stych. No oczywiście moglibyśmy znaleźć coś droższego i ładniejszego, ale ceny mnie przerastają. Z drugiej strony mam już plan na mieszkania w takim stanie. No i oczywiście zawsze możemy mieć kupę szczęścia!
 

Będę złą mamą

Choć pracę mamy staram się wykonywać jak najlepiej, to na pewne tematy zaczynam mieć inne zdanie niżeli inne Polki. Na przykład najbardziej obawiam się o żłobek w Polsce. Moja Mała chodziła tutaj do żłobka przez dwa miesiące. Była u nas choroba za chorobą i infekcja za infekcją. Wiedziałam, że tak będzie choć nie przypuszczałam, że aż w takim stopniu. Wiem jednak, że dzieci mają słaba odporność i musi się ona u nich "rozwinąć". Później słyszałam/czytałam o tym jak to wszystko wygląda w Polsce i jestem nieco przerażona. Będąc w Polsce poszłam więc do polskich żłobków popytać. Na podstawie objawów Alinki, oto wiele różnic:
  • W angielskim żłobku przebywają chore dzieci i zdrowe na jednej sali, jednak nie przebywają w bliskim kontakcie ze sobą. Jako rodzic mogłam także w chodzić na tę salę z dziećmi, co mi się osobiście bardzo podobało. Widziałam, gdzie, czym i z kim bawi się córka, ile jest dzieci, ile opiekunek. W tych żłobkach, w których pytałam w Polsce nie ma takiej możliwości, jedynie początkowo, jeśli dziecko wymaga asymilacji z nowym otoczeniem.
  • Kiedy Mała miała katar czy kaszel mogła zostać w żłobku. W Polsce w jednym żłobku powiedzieli, że nie mogłaby w ogóle zostać, a w innym, że zależy od katarku i potrzebne jest zaświadczenie od lekarza.
  • Kiedy pojawiła się temperatura, zastawałyśmy w domu, a kiedy temperatura wyszła w żłobku, podawano córce leki, o czym mnie informowano. W Polsce leków nie podają w żłobku, ewentualnie dzwonią do rodziców, by spytać o pozwolenie, ale jeśli się nie dodzwonią to nie podadzą.
  • Kiedy ząbkowała i miała temperaturę 37 stopni, mogła zostać w żłobku. W Polsce z temperaturą nie może zostać, a jeśli tylko ząbkuje, jest potrzebne zaświadczenie o tym od lekarza.
  • Pojawiła się także infekcja oka, po wizycie u lekarza, Mała mogła zostawać w żłobku, a panie podawały jej za mnie antybiotyk o odpowiedniej godzinie. W Polsce nikt za mnie lekarstwa nie poda, więc musiałybyśmy zostać w domu przez te kilka dni, kiedy trzeba podawać lekarstwo (bo infekcja przeszła niemal po pierwszej nocy).
  • Były też biegunki, takie, że nosiłam cały wór ciuchów ze sobą do żłobka, nie wiem jak by to wyglądało w Polsce, bo nie spytałam o tę sytuację, ale przypuszczam, że stwierdzono by z góry jakąś infekcję.

W Anglii katar i kaszel nie są uważane za chorobę. Jeśli dziecko jest pełne energii do zabawy i ma apetyt to nie jest chore. Wiem od koleżanek z Łotwy i z Czech, że w ich krajach też tak jest, a z różnych artykułów, że jedynie w Polsce "katar to jest choroba".
Nie linczujcie mnie za to jakie mam podejście do tego tematu. Zdaję sobie sprawę, że jeszcze przed nami także przedszkole i rożne inne przygody i infekcje, mogę  kiedyś zmienić jeszcze zdanie. Ale ogólnie jestem na prawdę wdzięczna za taki żłobek jaki miałam w Anglii i już obawiam się tych przygód z polskimi placówkami. Coś czuję, że to będzie największa kłoda rzucona pod nogi w poszukiwaniach mojej pracy.


Dokumentacja

Ciężko mi się tutaj wypowiedzieć, ale czuję, że będą problemy. Czy to z przedstawieniem odpowiednich zaświadczeń czy świadectw pracy czy innych dokumentów. Wiele spraw załatwia się tutaj przez telefon, a dokumenty przychodzą pocztą lub na e-mail. Prawdopodobnie wymagane tez będą tłumaczenia.


Czas

Często czuję, że w końcu trzeba wrócić z tych wakacji. Tak... wakacji, czas stanął dla mnie w miejscu. Ciągle czuję, że mam 23 lata (nie prawda, czuję się na mniej!), a potem kiedy jadę do Polski i widzę młodzież stojącą z puszkami WOŚP lub pijących piwko na ławce w parku lub idącą na imprezy... uświadomienie sobie samej, że ta różnica wieku między nami jest coraz większa jest jak uderzenie w twarz.


Ludzie na ulicy

Już sobie wyobrażam krzyczącą na mnie panią, bo wyprzedzam ją na chodniku, kiedy się spieszę z wózkiem. Już się irytuję, kiedy stoję w kolejce w jakimś supermarkecie, gdzie otwarta jest jedna kasa, a ludzie otwarcie i niegrzecznie pokazują swoje zniecierpliwcie. Słyszę jak ludzie oceniają innych na ulicy za ich grzechy (ciekawe co sami mają ukryte za skórą). Widzę wzrok mijających mnie nastolatek, które chcą powiedzieć "w co ona się obrała, jej bluzka nie pasuje do spodni, a buty do fryzury!" - ale tym być się raczej nie przejęła ;)
Dodam, że bywałam ostatnio w Polsce dość często i rzadko nadarzają się takie sytuacje. Najczęściej ludzie komentujący niepotrzebnie wszystko na ulicach i ludzie w urzędach na prawdę nie są mili, a nie ma zmiłuj, jak trzeba coś załatwić trzeba ich odwiedzić osobiście. Niestety pani za biurkiem znowu ma zły dzień i nie chce powiedzieć nawet "dzień dobry" lub w ogóle nie spieszy się do lady, kończąć picie kawki na zapleczu. Zazwyczaj jednak w Polsce wpadam na miłych i uprzejmych ludzi.
W Anglii nigdy ne spotkała mnie żadna niemiła sytuacja (choć znam kilka osób, których tak), ludzie potrafią uśmiechać się na ulicy ot tak po protu, są uprzejmi i mili, ot tak, za nic.


Pogoda

Choć doceniam upały latem w Polsce i śnieg oraz mróz zimą, to na dłuższy okres przebywania w naszym kraju się ich bardzo obawiam. Nie miłosierny upał latem i mrozy po -20 stopni, w które boję się wychodzić z domu tutaj nie mają miejsca. I choć wiele ludzi wypowiada się negatywnie o angielskiej pogodzie, ja już do niej wystarczająco przywykłam.

Katowice ul. Mariacka


To tyle moich wywodów. Może trochę Wam to przedstawiło to mniej kolorowe życie na imigracji. Jak widzicie jest więcej rzeczy, których się obawiam po powrocie, niż tych które mnie do niej ciągną. Wszędzie dobrze, tam gdzie nas nie ma. Anglia pokazała mi, że za granicę można wyjechać w każdym wieku i nie umiejąc nawet dobrze języka. Za 20 lat więc będę mogła wyjechać gdzieś ponownie (oby nie!), a do Polski za 20 lat nie będę już miała po co jechać. Uważam, że w Polsce mam szansę na rozwój osobisty, większe możliwości jeżeli chodzi o zawód,  choć zarobki mnie czekają raczej niższe, standard życia będzie inny, ale nie tylko to się w życiu liczy.


Przepraszam, za tak długi wpis, wybaczcie też jeśli kogoś uraziłam moim zdaniem na pewne sprawy.


Miłego dnia,
Patrycja


35 komentarzy:

  1. Zapomniałaś jeszcze dodać różnicę w służbie zdrowia - plotkowanie i kawka, a pacjent ma potulnie czekać.
    My tez bylismy za granica, ciezko nam było tam, chcielismy wrocic. Obserwujac naszych znajomych, którzy wrcali od kilku lat, zdecydowalismy sie, ze max 1 miesiac po slubie jeszcze tam zostaniemy. I udało się, z czego bardzo sie ciesze. Od kilku miesiecy jestesmy na stałe w PL. Fakt, poziom zycia moze jest inny, denerwuja mnie ludzie na ulicy, panie w sklepach, podejscie lekarza i pielegniarek, zarobki, ale... tu sie czuje jak w domu, mam blisko przyjaciol i rodzinę. I jest warto zmienić coś na gorsze z róznych wzgledów, zebysmy docenili, ze z innej strony zmienilo sie na lepsze :)

    Pozdrawiam

    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Zapomniałam wspomnieć w poście, że pomijam wątek medycyny i podejście męża ;) No niestety ciężko jest się spakować i wrócić, trwa to dłuuugo niestety, u nas też to tak wygląda właśnie.

      Usuń
  2. Ja swoją przygodę w UK rozpoczęłam dopiero 3 tygodnie temu, wyjechałam miłości do Ukochanego. Na chwile obecną nie chcę wracać do PL, ale On jest tu ponad 12 lat, więc nie wyobraża sobie powrotu do Polski i chyba słusznie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku to są emocje, przygoda, jest inaczej. Czas Ci wszystko pokaże, życzę Ci, żebyś tylko była zdecydowana, a nie taka rozdarta między dwoma światami jak ja.

      Usuń
    2. Wiem, jestem tego świadoma :) Zobaczymy co czas pokaże :)

      Usuń
  3. You put it so well in words. I understand well why you want to go back

    OdpowiedzUsuń
  4. :) Warto teraz rozważyć wszelkie "za i przeciw" ... wiem co mówię. Moja siostra ze szwagrem dziś żałują że nie przyjechali na stałe do Polski wtedy, kiedy dzieci były małe, mimo, że szwagier jest Włochem i tam mieszkają

    OdpowiedzUsuń
  5. Ogólnie decyzja jest trudna. Zawsze taka jest, bo nie wiemy jak dalej się potoczy nasze życie (gdybyśmy znali choć maleńki ułamek naszej przyszłej drogi, to byłoby lżej). Ja na emigracji nigdy nie byłam, ale mieszkałam w dużym mieście z dala od rodziny. Dopóki nie było małej, żyło nam się tam świetnie. Potem zaczęły się schody. Do żłobka nie, bo nie byliśmy tam zameldowani, tylko zostawały nam placówki prywatne, za które trzeba byłoby słono płacić. Masakra, bo nie było nas na to stać. Wróciliśmy z podwiniętymi ogonami...Z maleńkim dzieckiem, bez pracy i kredytem do spłaty (po nieudanej działalności). Było cholernie ciężko! Wiele razy razem płakaliśmy nocami w poduszkę. Były dni,że brakowało na najpotrzebniejsze rzeczy (typu mleko dla córeczki czy pierwsze buty). Raz pomogli moi rodzice, innym razem męża. Choć było to straszne prosić się, albo brać...Ale po kilku ciężkich miesiącach mąż znalazł pracę. Po roku znów zaczęliśmy myśleć o działalności, tylko mając już doświadczenie wiedzieliśmy jakich błędów nie popełniać. Poszłam do pracy i ja, żeby w razie czego mąż miał na ZUS...Córeczką zajmowała się moja siostra, której normalnie za to płaciłam (i to nie jakoś mniej czy coś). W miarę upływu czasu zaczęło nam się wieść coraz lepiej. Nie jest lekko, mąż bardzo dużo pracuje, ale efekty widać gołym okiem. Po 5 latach tułaczki kupiliśmy dom, a teraz drugie dzidzi w drodze;)Ostatnio nawet rozmawialiśmy na ten temat z moim "m", że musieliśmy nieźle dostać po tyłku, żeby dojść do miejsca w którym teraz jesteśmy. Teraz oboje pracujemy na naszą przyszłośc, bo po macierzyńskim pewnie nie wrócę do pracy. Dlatego jeszcze teraz szkolę się w dodatkowym fachu ,żeby za jakiś czas usiąść koło męża w naszej firmie;)Jak będzie? Pewnie cholernie ciężko, pewnie będziemy czasem sfrustrowani i bez sił, ale wiemy, że damy radę. Czasem warto zaryzykować, choć jest bardzo ciężko. Będę trzymać kciuki za Waszą rodzinkę, jakiej decyzji nie podejmiecie, będzie ona dobra, bo zgodna na tyle ile to możliwe z Waszą aktualną sytuacją i możliwościami. Przepraszam, że się znów rozpisałam...;)Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byleby szło wszystko do przodu. Uważam, że na szczyt wchodzi się pomalutku. Wy tak właśnie robicie, dlatego myślę, że wszystko się Wam dobrze poukłada :) Wiem, że u nas nie będzie łatwo, w szczególności znaleźć dobra pracę w Polsce, ogarnąć żłobek itd, wiem, że będą chwile załamania i łzy, ale wolę takie pełne emocji życie niż siedzieć w spokoju i patrzeć jak czas ucieka przez palce z dala od rodziny. Trzeba tylko wybrać dobry moment i wrócić. Dziękuję za kciuki :*

      Usuń
  6. Też mieszkam poza Polską, chyba znam Twoje rozterki z doświadczenia. Nie wszystkie, bo nie mamy dzieci, a kraje jakich lądujemy na szczęście leżą na południu Europy, kiedyś Hiszpania,w przerwie Kraków i teraz Francja, co trochę zmienia postać rzeczy ( słońce i morze kuszą, by zostać), a jednak doskonale Cię rozumiem. Mną też targają mieszane uczucia, ale podejrzewam, ze nie wrócimy, a już na pewno nie szybko. Oboje z M. mamy poglądy liberalne i nie tylko boimy się o gospodarkę w Polsce, ale zupełnie też nie zgadzamy się z narzucanymi przez nową władzę wartościami. Dla mnie to strasznie smutne, ale dziś na tę chwilę nie czułabym się w Polsce jak wolna... Nie tak jak tutaj.
    Ściskam
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że Polska to byłby prawdziwy sprawdzian. To o czym pisałam są to jednak ważniejsze rzeczy, o których myślę częściej.
      Dobrze, że Wy macie takie samo zdanie na ten temat :)

      Usuń
  7. mnie się trudno wypowiedzieć, bo... ja lubię moje nowe życie na emigracji. tęsknię, oczywiście, ale w dobie internetu można teraz wszystko! przeraża mnie jedynie to ''wychowanie dziecka w obcych realiach'', bo też jest mi to ciężko wyobrazić sobie w Niemczech :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dobrze, że mamy internet, bo to na prawdę sporo pomaga :) Co do rodzicielstwa, wszystko poznasz z czasem i się przekonasz czy Ci to odpowiada. W Anglii wczesne rodzicielstwo jest prostsze, bo z wszelakich stron (uk) miałabym pomoc. Bardziej się obawiam nastoletniego życia moich dzieciaków. Możliwe, że w Niemczech będzie w porządku :)

      Usuń
  8. Witam, doskonale rozumiem Twoje obawy powrotu do PL. My sami planujemy wrócić, ale jeszcze nie wiemy kiedy. Brakuje mi bliskości z rodziną przede wszystkim, ale nie nastawiam się negatywnie. Dla mnie,my polacy zmieniamy się na lepsze a Polska to bardzo fajny kraj. Pozdrawiam z Fr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawy zawsze będę i pozytywnie myślenie oraz wspomnienia o Polsce także :) Trzeba się jakoś przemóc.

      Usuń
  9. To ja napisze Ci tak - jak już wrócisz, bo to prędzej czy później się stanie - to mam nadzieję, że zarazisz ludzi uśmiechem (na ulicy, w urzędzie i sklepie) ;) Myślę, że jak wparujesz gdzieś, z wielkim uśmiechem i radosnym 'dzień dobry" to tak zbijesz niektórych z tropu, że przez przypadek będą mili :)
    w Polsce zapewne dużo rzeczy jest do poprawki, ale np. ja nie wyobrażam sobie mieszkać w innym miejscu :)
    p.s. moje dzieciaki chodzą do przedszkola z katarem i kaszlem - o ile widzę, że to takie przelotne - z gorączką już nie puszczam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, oki oki, tylko... boje się chodzić do urzędów, to ten uśmiech to ze stresu chyba będzie :D

      Usuń
    2. W urzędach nie jest tak strasznie ;) Chociaż przyznam, że zazwyczaj wysyłam mojego meża jak coś trzeba załatwić ;) On ma swój sposób na czarowanie takich pań i zawsze wszystko załatwi :)

      Usuń
  10. Najważniejsze, że jesteś tam razem z mężem :) wiesz, ile kobiet jest skazanych na rozłąkę? A co do tego gdzie... ja zawsze twierdziłam, że moje miejsce jest w Polce, mimo wszelkich trudności :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Patrycjo, czytam Twojego posta i widzę siebie sprzed lat. Miałam takie same rozterki i wątpliwości i tak samo tęskniłam jak Ty. Z tą jednak różnicą, że ja byłam tam sama, bo nie miałam wtedy jeszcze swojej rodziny (to, myślę z jednej strony jest łatwiej, a z drugiej trudniej). Ja w końcu postanowiłam wrócić i ...nie żałuję! Choć przyznaję życie bywa trudniejsze, to jednak wcale nie jest tak źle, jak myślisz. Ale mam tez wielu znajomych, którzy zostali w Anglii i też twierdzą, że nie żałują. Faktem jest, że podobnie jak Ty, nie wyobrażam sobie, by moje dziecko dorastało w Anglii. Na pewno najlepiej dla dziecka jest, gdy jest otoczone miłością nie tylko rodziców, ale i dziadków, kuzynów, cioć. Poza tym, to też ogromna pomoc dla nas, rodziców, gdy mamy kogoś bliskiego wokół siebie. My teraz mieszkamy 100 km od jednych i drugich dziadków i też - odkąd mamy dziecko - odczuwamy tą odległość. Więź dziadkowie - wnukowie jest wspaniała i potrzebna obu stronom. Tak czy inaczej, życzę Ci aby ułożyło się jak najlepiej dla Was, bo wszędzie da się żyć. Ważne tylko, żebyśmy się dobrze czuli w danym miejscu. A co do ludzi, to wszędzie są dobrzy i źli... PS. W lutym minęła kolejna rocznica mojego powrotu z emigracji i tak mi się jakoś ostatnio wszystko przypomniało, że zaczęłam pisać posta właśnie na temat życia tam i tu. A tu wchodzę do Ciebie na bloga i czytam o tym samym:) Nie wiem czy opublikuję swojego posta, bo z braku czasu na razie go odłożyłam na bok, ale po przeczytaniu Twoich rozterek, myślę, że powinnam go dokończyć i napisać jak wygląda życie po powrocie z emigracji. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam obawy co do Polski, ale czuję, że ja będę tam szczęśliwsza. Martwię się trochę, że mogę mieć na sumieniu nieco męża, który zdecydowanie wolałby być tutaj. Widziałam teraz przez święta więź córki z dziadkami - tak jak piszesz to jest niesamowite :) Opublikuj post, który piszesz, chętnie poczytam, może też innym bardzo się się przyda :)

      Usuń
  12. Przeczytałam Twój post z wielką uwagą... może dlatego, że sama dzisiaj rozmawiałam z córką o jej przyszłości. Mam czwórkę dzieci... trójka jest już od lat na "własnych śmieciach", ale najmłodsza skończy niedługo osiemnaście lat i się śmiałyśmy, że chce pójść na studia (filologia polska) po których czeka ją bezrobocie... A nawet specjalizacja, która ją interesuje znajduje się kilkaset kilometrów dalej... :/ Ale właśnie co z pracą? Rozumiem Twoje rozterki... i muszę też przyznać, że Twoja tęsknota za Polską jest PIĘKNA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studia to świetny okres, nie ważne czy blisko domu czy dalej, po studiach droga kariery jest różna, ale myślę, że warto trzymać się ustalonego planu. Jeśli córka wie dokładnie co chce robić w życiu po filologii polskiej to niech do tęgo dąży. Ja swoje plany nieco w trakcie studiów pozmieniałam, a nadal czuję, że wybrana przeze mnie droga w liceum byłaby najlepsza. Więc nie ma co gdybać o bezrobociu ;) Trzymać kciuki i wspierać! :)

      Usuń
  13. ...jak ja Cię rozumiem:) Ja najbardziej tęsknię za moją Rodziną i moim rodzinnym miastem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częste wizyty w Polsce choć trochę mi na to pomagają :)

      Usuń
  14. Część twoich obaw nie jest bezpodstawna, jednak wiesz - w Anglii też ktoś może na ciebie krzyknąć, gdy kogoś wyprzedzisz na chodniku :) Ja szybko chodzę i wyprzedzam każdego slalomem, nigdy nikt nawet nie mruknął na mnie pod nosem. Wszyscy chodzą z nosami w telefonach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, może. Wszędzie zdarzają się lepsi i gorsi ludzie. Jednak w Polsce mamy taka... inną mentalność, której właśnie się obawiam.

      Usuń
  15. O widzisz, to u mnie jest odwrotnie ;) Ja nie wyobrażam sobie powrotu do Polski, chcę tu zarabiać, dokształcać się, podróżować, a nie chcę siedzieć w Polsce, gdzie byłabym skazana jednak trochę na nudę... Może dlatego, że ja mieszkam na wsi, wszyscy wszystkich obgadują i generalnie nie można zbytnio się wyróżniać, bo jest się tą złą ;) Z kolei Karol bardzo tęskni do Polski i gdybym tylko rzuciła hasło, to na pewno byśmy wyjechali. Jednak ja póki co nie myślę wracać, więc i Karol ze mną zostanie. A jak już się zaklimatyzujemy, to może ta jego tęsknota choć trochę minie. Ciężkie dylematy, ale niech każdy robi tak, jak uważa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otwarłaś sobie drogę do kariery studiując w Anglii. Ja po studiach w Polsce i z nieperfekcyjnym angielskim nie mam tutaj wysokich szans. Możliwe, że tak jak piszesz dorastanie miasto/wioska ma też decydujący wpływ na naszą przyszłość. Znam wiele osób ze wsi, którzy mawiają "byleby się stąd wyrwać". Ja dorastałam w mieście, a wioska jest dla mnie idealną odskocznią na czas wolny.

      Usuń
  16. Naprawdę świetny wpis ! W ogóle Twój blog bardzo mi się spodobał, jest wartościowy. Będę zaglądać częściej ! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj tak, różnic jest sporo i wierzę, że niezmiernie trudno podjąć decyzję. Polacy mają sporo wad, w przedszkolach panuje strach przed infekcjami, rodzice patrzą na siebie wilkiem, gdy ktoś przyprowadza zakatarzone dziecko..niemniej jesteś u siebie. To dla mnie kluczowa sprawa

    OdpowiedzUsuń
  18. Wcale się nie dziwię że chcesz wrócić - ja dlatego nie chcę wyjechać.
    Jednak tu w PL czuję się jak u siebie. Czuję się bezpieczna, bo jak nie rodzina, to znajomi, sąsiedzi kt mnie znają do małego...
    Faktycznie jest wiele wkurzających rzeczy w pl - ale to znajome rzeczy.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...